W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 5

Dwaj Beduini wydali okropny okrzyk przerażenia i zeskoczywszy z koni rzucili się ku Stasiowi. Zakręt był za nimi niedaleko i gdyby byli uciekali za siebie, czego Staś życzył sobie w duszy, byliby mogli uchronić się przed śmiercią. Ale zaślepionym trwogą i wściekłością wydało się, że dopadną chłopca wpierw, nim zdoła zmienić naboje, i zadźgają go nożami. Głupcy! ledwie przebiegli kilkanaście kroków, szczęknęła znów złowroga strzelba, wąwóz odegrzmiał echem nowych strzałów i obaj padli twarzami na ziemię, rzucając się i tłukąc; jak wyjęte z wody
reklama sms ryby. Jeden – gorzej w pośpiechu strzelony – podniósł się jeszcze i wsparł na rękach, ale w tej chwili Saba zatopił mu kły w karku. Nastała śmiertelna cisza.
Przerwały ją dopiero jęki Kalego, który rzucił się na kolana i
wyciągnąwszy przed się ręce krzyczał w łamanym języku ki-swahili:
– Bwana kubwa! (Panie wielki) zabić lwa, zabić złych ludzi, ale
nie zabijać Kalego!
Staś jednak nie zważał na jego wołanie.
Czas jakiś stał jak błędny, po czym spostrzegłszy zbielałą twarzyczkę Nel i jej na wpół przytomne, rozszerzone z przerażenia oczy skoczył ku niej: – Nel! nie bój się!. Nel! jesteśmy wolni!.
W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 5 reklama sms fragment 20

2008-10-20 11:02:28