W pustyni i w puszczy, rozdział 40, str. 1

275 W cztery dni później Staś zatrzymał się na dłuższy wypoczynek na wzgórzu podobnym nieco do Góry Lindego, ale mniejszym i ciaśniejszym. Tego samego wieczora Saba zagryzł po ciężkiej walce wielkiego samca pawiana, którego napadł w chwili, gdy ów bawił się szczątkami latawca, drugiego z rzędu z tych, które dzieci puściły przed wyruszeniem do oceanu. Staś i Nel korzystając z postoju postanowili kleić ciągle coraz nowe, ale puszczać je tylko wówczas, gdy silny musson będzie dął z zachodu na wschód. Staś liczył na to, że jeśli choć jeden wpadnie w ręce europejskie lub arabskie, zwróci na siebie niezawodnie nadzwyczajną uwagę i przyczyni się do wysłania umyślnej na ich ratunek wyprawy. Dla tym większej pewności obok napisów angielskich i francuskich dodawał i arabskie, co nie przychodziło mu z trudnością, albowiem język arabski znał doskonale.
Wkrótce po wyruszeniu z postoju Kali oświadczył, że w łańcuchu
gór, które widzieli na wschodzie, poznaje niektóre szczyty otaczające
wielką czarną wodę, czyli Bassa-Narok, wszelako nie zawsze był
reklama sms
tego pewien, gdyż zależnie do tego, z którego miejsca patrzyli, góry
przybierały kształty odmienne. Po przejściu niewielkiej doliny zarośniętej krzakami kusso i wyglądającej jak jedno różowe jezioro trafili na chatę samotnych myśliwców.
Było w niej dwóch Murzynów, z tych jeden ukąszony przez nitkowca45 i chory. Ale obaj
byli tak dzicy i głupi, a przy tym tak przerażeni przybyciem
niespodzianych gości i tak pewni, że zostaną zamordowani, że w
pierwszych chwilach niepodobna było od nich niczego się















45
Filandria medinensis, robak cienki jak nitka, przezło metr długi. Ukąszenia jego sprowadzają czasem gangrenę. dowiedzieć. Dopiero kilka płatów wędzonego mięsa rozwiązało język temu, który był nie tylko chory, ale i zgłodniały, gdyż towarzysz udzielal mu żywności bardzo skąpo. Od niego więc dowiedzieli się,
że o dzień drogi leżą luźne wioski rządzone przez niezależnych
wzajem od siebie królików, a następnie, za stromą górą, poczyna się
ziemia Fumby, rozciągająca się na zachód i południe od wielkiej
wody. Stasiowi, gdy to usłyszał, wielki ciężar spadł z serca, a do duszy wstąpiła nowa otucha. Bądź co bądź, byli już niemal na progu krainy Wa-himów.
Jak dalej pójdzie podróż, oczywiście trudno było przewidzieć,
wszelako chłopiec mógł się w każdym razie spodziewać, że nie
będzie ona cięższa ani nawet dłuższa od tej okropnej drogi znad
brzegów Nilu, którą jednak przebył dzięki swej wyjątkowej
zaradności i w czasie której uchronił od zguby Nel. Nie wątpił, że dzięki Kalemu Wa-himowie przyjmą ich jak najgościnniej i dadzą im wszelką pomoc. Zresztą poznał już dobrze Murzynów, wiedział, jak należy z nimi postępować, i był prawie pewien, że nawet bez Kalego dałby sobie z nimi jakoś rady. Wiesz – mówił do Nel – że od Faszody odbyliśmy już więcej niż połowę drogi, a podczas tej, którą mamy jeszcze przed sobą, spotkamy może bardzo dzikich Murzynów, ale nie spotkamy już derwiszów.

2008-10-26 10:50:41